Rosenberg: Parada Zwycięstwa w Rosji bez czołgów to znak, że wojna z Ukrainą nie idzie zgodnie z planem

    • Autor, Steve Rosenberg
    • Stanowisko, Redaktor ds.Rosji
    • Relacja z, Moskwa
  • Czas czytania: 5 min

Jedno słowo dominuje dziś na Placu Czerwonym: „Zwycięstwo".

Słowo Pobieda spogląda z ogromnych czerwonych banerów. Pojawia się na ekranach wideo. Niedaleko ludzie robią sobie selfie przy instalacji artystycznej układającej się w to słowo.

Na placu, odgrodzonym metalowymi barierkami, żołnierze ćwiczą przed doroczną Paradą Zwycięstwa, upamiętniającą pokonanie nazistowskich Niemiec.

Rosyjska idea narodowa, skonstruowana za rządów Władimira Putina, opiera się w dużej mierze na zwycięstwie Związku Radzieckiego w II wojnie światowej. Dlatego 9 maja stał się najważniejszym świętem państwowym w Rosji.

W tym roku jednak parada z okazji obchodów 9 maja zostaje ograniczona. Po raz pierwszy od niemal dwóch dekad na Placu Czerwonym nie będzie sprzętu wojskowego: ani czołgów, ani rakiet balistycznych. Tylko żołnierze.

Sposób, w jaki Kreml wspomina przeszłość, wiele mówi o teraźniejszości: to znak, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie nie przebiega zgodnie z planem.

„Nasze czołgi są teraz zajęte," mówi mi rosyjski deputowany Jewgienij Popow. „Walczą. Bardziej potrzebujemy ich na polu bitwy niż na Placu Czerwonym".

„Ale skoro wojna [z Ukrainą] trwa już piąty rok," sugeruję „Rosja nie tylko nie odniosła zwycięstwa, ale pod presją Ukrainy ogranicza teraz paradę. Niektórzy powiedzieliby, że to kompromitujące".

„Jakie inne mamy wyjście?," odpowiada Popow. „Kraje NATO, Ukraina, brytyjska broń, wasz król i wasz premier nam grożą".

W lutym 2022 roku decyzję o rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę podjął prezydent Władimir Putin.

Ponad cztery lata później Kreml decyduje się kontynuować wojnę, jednocześnie oskarżając Zachód o jej podsycanie.

Jednak wojna coraz bardziej zbliża się do samej Rosji.

We wtorek dwie osoby zginęły, a ponad 30 zostało rannych w wyniku ukraińskiego ataku rakietowo‑dronowego dalekiego zasięgu na rosyjskie miasto Czeboksary. Poprzedniej nocy dron przedarł się przez moskiewską obronę powietrzną i uderzył w luksusowy wieżowiec mieszkalny położony około czterech mil (6 km) od Kremla. Nie było ofiar, ale górne piętro budynku zostało poważnie uszkodzone.

Groźba obecności ukraińskich dronów nad Placem Czerwonym została wykorzystana jako uzasadnienie ograniczenia tegorocznej parady. Rzecznik prezydenta Putina, Dmitrij Pieskow, mówił o „zagrożeniu terrorystycznym" ze strony Ukrainy. Z kolei rosyjskie ministerstwo obrony zagroziło „odwetowym, masowym uderzeniem rakietowym" w centrum Kijowa, jeśli Moskwa zostanie zaatakowana 9 maja.

Na bocznej ulicy niedaleko Placu Czerwonego sprawdzam reakcje opinii publicznej. Czy Rosjan obchodzi brak czołgów na tegorocznej Paradzie Zwycięstwa?

„Jest kwestia bezpieczeństwa," przyznaje Siergiej.

„Ale prezentowanie naszego sprzętu wojskowego pokazuje naszą siłę na arenie międzynarodowej. Być może powinniśmy coś jednak demonstrować".

„Rozumiem, że pokazywanie sprzętu byłoby nierozsądne, gdyby podczas parady coś się wydarzyło," mówi Julia.

„Z drugiej strony oznacza to, że czegoś się boimy. A to też nie jest dobre".

„Parada jest oczywiście symbolem," uważa Władimir.

„Ale jeśli okoliczności nie pozwalają, by odbyła się w pełnej formie, będziemy musieli poczekać na to rok".

Ograniczona parada to również symbol — kraju, który po ponad czterech latach wojny nie zdołał odnieść zwycięstwa na Ukrainie. W styczniu konflikt przekroczył symboliczny próg: wojna Rosji z Ukrainą trwa już dłużej niż walki Związku Radzieckiego z hitlerowskimi Niemcami, znane w Rosji jako Wielka Wojna Ojczyźniana (1941–1945).

Czy ma to konsekwencje dla Władimira Putina?

Niedawne sondaże — w tym prowadzone przez instytucje państwowe — sugerują, że notowania prezydenta w kraju spadają. Pod koniec ubiegłego roku przywódca Kremla wielokrotnie pojawiał się w telewizji w wojskowym mundurze, emanując pewnością siebie, gdy rozmawiał z generałami o wojnie w Ukrainie.

W tym roku widzimy znacznie mniej „prezydenta‑naczelnego dowódcy".

Z rozmów z Rosjanami wynika, że narasta zmęczenie wojną, rosną obawy o koszty życia oraz duża frustracja z powodu narzuconych przez państwo ograniczeń internetu.

Rosyjskie władze ostrzegły, że w Dniu Zwycięstwa w Moskwie mobilny internet może zostać [jeszcze bardziej] ograniczony — jak podkreślają, ze względów bezpieczeństwa. Twierdzą, że cyfrowe wyłączenia, które w ostatnich miesiącach dotknęły wiele miast, mają zapobiegać ukraińskim atakom dronów i aktom sabotażu. Są one jednak głęboko niepopularne w całym kraju.

Władze zdają się tym szczególnie nie przejmować.

„Z całym szacunkiem, to nie wasza sprawa, co robimy z naszym internetem," — mówi mi deputowany Jewgienij Popow. „Lepiej nie mieć internetu, niż zginąć od ukraińskiej rakiety lub drona".

We wsi Rublowo pod Moskwą uczniowie zgromadzili się przy lokalnym pomniku z czasów II wojny światowej. Składają czerwone goździki ku pamięci mieszkańców wsi poległych w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Choć parada na Placu Czerwonym została ograniczona, w całej Rosji odbywają się uroczystości upamiętniające 27 milionów obywateli Związku Radzieckiego, którzy zginęli w czasie wojny.

Przy pomniku stoją dwaj zamaskowani mężczyźni w wojskowych mundurach, z medalami przypiętymi do piersi. Walczyli w tym, co Kreml wciąż nazywa „specjalną operacją wojskową," wojnie Rosji z Ukrainą.

Rozmawiam z jednym z tych żołnierzy. Porównuje on wojnę w Ukrainie do Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Zwracam uwagę na zasadniczą różnicę: w 1941 roku Rosja została najechana przez nazistowskie Niemcy; w 2022 roku to Rosja zaatakowała Ukrainę.

„Rosja jest krajem zwycięzców," oświadcza. „Zawsze nim była i zawsze nim będzie".

A jednak, ponad cztery lata od rozpoczęcia tej wojny, zwycięstwo wciąż wymyka się Rosji.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska