Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Rosja: Kreml zacieśnia kontrolę nad internetem, budząc społeczne niepokoje
- Autor, Steve Rosenberg
- Stanowisko, Redaktor ds. Rosji
- Czas czytania: 8 min
W pobliżu Kremla kilkadziesiąt osób ustawiło się w kolejce do biura administracji prezydenta.
Czekają, by złożyć petycje wzywające prezydenta Putina do uchylenia blokad internetu.
Rosyjskie władze zacieśniają kontrolę nad cyberprzestrzenią. Ograniczono dostęp do międzynarodowych komunikatorów. Mobilny internet często działa z zakłóceniami, bywa też całkowicie wyłączany.
Składanie petycji do prezydenta jest legalne - jednak w autorytarnym państwie oznacza wystawienie się na niebezpieczeństwo.
Osoby stojące przed budynkiem mogą odczuć to bezpośrednio. Z drugiej strony ulicy kolejkę - i nas - filmują funkcjonariusze służb bezpieczeństwa.
„Nie boisz się?," pytam Julię, która przyjechała z petycją.
„Bardzo się boję," odpowiada. „Trzęsę się".
Putin przyznał, że w Rosji występują zakłócenia w działaniu internetu, i opisał je jako związane z „działaniami operacyjnymi mającymi zapobiegać atakom terrorystycznym".
Twierdzi jednak, że polecił urzędnikom, by zapewnili „nieprzerwane działanie" podstawowych usług internetowych.
Julia, właścicielka firmy cateringowej, opowiada, jak próby cenzury internetu wpłynęły na jej działalność.
„Ostatnio zdarzało się, że nasza strona internetowa była niedostępna. Nie mogliśmy generować przychodów," mówi.
„Tracimy pieniądze za każdym razem, gdy dochodzi do blokady internetu, blokady [komunikatorów] Telegram i WhatsApp. Moja działalność całkowicie opiera się na internecie. Bez dostępu do internetu po prostu przestanie istnieć w obecnej formie".
Według rosyjskich urzędników ograniczenia leżą w interesie bezpieczeństwa publicznego.
Władze twierdzą, że przerwy w działaniu mobilnego internetu dezorientują ukraińskie drony bojowe - chociaż ataki dronów trwają także na obszarach, gdzie internet wyłączono.
Kreml zarzuca też globalnym komunikatorom ignorowanie rosyjskich przepisów o danych osobowych.
Dostęp do WhatsApp i Telegramu został znacznie ograniczony. Państwowe organy regulacyjne biorą też na celownik sieci VPN - wirtualne sieci prywatne wykorzystywane do omijania restrykcji.
Kreml - dążąc do stworzenia „suwerennego internetu" - promuje też wspierany przez państwo rosyjski komunikator MAX.
Społeczeństwo podchodzi do niego z rezerwą.
„Wiele osób uważa, że ten komunikator został stworzony przez rząd specjalnie w celu monitorowania wiadomości," mówi były poseł Borys Nadieżdzin, który próbował kiedyś zmierzyć się z Putinem w wyborach prezydenckich.
Co więcej, w wielu regionach Rosji na telefonach komórkowych otwierają się jedynie strony internetowe i serwisy zatwierdzone przez rząd.
Wydaje się, że powstaje cyfrowa „żelazna kurtyna".
„Chodzi o odcięcie Rosji od świata zewnętrznego," mówi publicysta Andriej Kolesnikow z opozycyjnej gazety Nowaja Gazieta. Według Kolesnikowa przyczyną jest przekonanie, że informacje z zewnątrz są „trucizną dla umysłów Rosjan".
„Rosja zawsze była odcięta, przede wszystkim od Zachodu, który był źródłem 'złych, rewolucyjnych, liberalnych idei'. Tak było zawsze," przekonuje Kolesnikow.
Jednak Rosjanie tak bardzo przyzwyczaili się do internetu i cyfrowych usług, że ograniczenia i zakłócenia były dla nich szokiem.
„Chodzi tu bardziej o przyzwyczajenie, niż o wolność słowa," tłumaczy aktywistka Julia Grekowa.
„Ludzie przyzwyczaili się do dokonywania opłat i zamawiania taksówek za pomocą telefonów komórkowych. Siedzą w autobusie i piszą wiadomości do znajomych. Bardzo niewiele osób nie korzysta z mobilnego internetu - w pracy, dla korzystania z usług publicznych czy utrzymywania kontaktu z rodziną," mówi Grekowa.
„Stąd tak gniewna reakcja. To dotyczy wszystkich".
Z Julią Grekową rozmawiam w mieście Włodzimierz, 190 km od Moskwy. Julia próbowała niedawno zorganizować tu protest przeciwko ograniczeniom.
„Złożyliśmy wniosek do lokalnych władz, proponując kilka lokalizacji. Władze odpowiedziały, że nie jest to możliwe, ponieważ w wybranym przez nas terminie we wszystkich 11 proponowanych przez nas miejscach na ulicach będą trwały prace porządkowe," opowiada Julia.
„Ratusz zaproponował alternatywne miejsce i termin. Później urzędnicy stwierdzili, że to również nie jest możliwe ze względu na zagrożenie atakiem [ukraińskich] dronów," kontynuuje.
Następnie Julię odwiedzili policjanci, ostrzegając ją, by nie protestowała.
„Przyjechali do mojego miejsca pracy. Radiowóz, w nim trzy osoby. Sfilmowali, jak podpisuję oficjalne ostrzeżenie od prokuratora. Czułam się jak jakaś terrorystka," mówi Julia.
Podobne wnioski dotyczące protestów odrzucono w dziesiątkach rosyjskich miast.
W regionie moskiewskim władze powołały się na obawy związane z koronawirusem. Według urzędników w Penzie protest nie mógł się odbyć z powodu warsztatów jazdy na rolkach w miejscu wybranym przez organizatorów.
Jestem w centrum Włodzimierza. Sprawdzam telefon: aplikacja do zamawiania taksówek działa, mam też dostęp do mediów państwowych. Nie działa natomiast wyszukiwarka Google, nie ładują się też niezależne serwisy informacyjne.
„O wiele trudniej jest się komunikować," mówi Maria, która wyszła na spacer z dzieckiem. „Chcemy być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami i trendami. Zamiast tego zostajemy w tyle".
Jednak im dłużej rozmawiamy, tym mniej Maria wydaje się pragnąć aktualnych informacji.
„Kiedyś, gdy nie było internetu, świat wydawał się lepszym miejscem, bo wiedzieliśmy mniej," mówi mi.
Jeśli chodzi o wojnę Rosji z Ukrainą: „Staram się unikać tego typu wiadomości," mówi Maria. „Nie chcę sobie tym zaprzątać głowy. Mamy dość wiadomości o zabijaniu ludzi".
Według Denisa ograniczenia „powodują codzienne problemy."
„Dzisiaj nie mogłem zapłacić za benzynę. Moja nawigacja też przestaje działać," mówi.
„Ludzie są zirytowani," dodaje Aleksander. „Zwłaszcza mali przedsiębiorcy. Bez dostępu do internetu tracą klientów".
„Czuję, jakbyśmy cofali się w czasie, wracali do przeszłości," mówi Julia Grekowa.
Czy rosyjskie blokady internetu to powrót do przeszłości?
„Nie, to nie tak," zapewnia mnie w Moskwie rzecznik Putina, Dmitrij Pieskow.
„W obecnej sytuacji względy bezpieczeństwa wymuszają podjęcie pewnych środków," kontynuuje Pieskow. „Większość naszych obywateli rozumie, że są one potrzebne."
„Oczywiste jest, że ograniczenia internetu sprawiają kłopoty wielu osobom - ale w takich czasach żyjemy. Gdy tylko zniknie potrzeba stosowania takich środków, usługi zostaną w pełni przywrócone i wszystko wróci do normy".
Jednak ograniczenia i represje zaczynają wydawać się nową normą.
„Nie sądzę, by ten reżim był gotowy do wycofania się," podsumowuje dziennikarz Andriej Kolesnikow. „Może iść tylko naprzód, wprowadzając coraz większe represje."
„Złym znakiem dla władz jest narastanie niezadowolenia, które może dać o sobie znać w przyszłości. Nie wiadomo, w jakiej formie," dodaje Kolesnikow. „Jednak wyraźnie widać, że irytacja i niezadowolenie narastają."
Czasem objawiają się otwarcie.
Znana rosyjska blogerka Wiktoria Bonia opublikowała niedawno na Instagramie „apel do prezydenta Rosji". Skrytykowała w nim blokady internetu i podniosła inne kontrowersyjne kwestie.
Nagranie wyświetlono dziesiątki milionów razy. Monolog Wiktorii Bonii nie obwiniał Putina bezpośrednio. Jednak blogerka zwróciła się do niego ze słowami: „Między tobą a nami, zwykłymi ludźmi, stoi ogromna, gruba ściana".
W czwartek przywódca Kremla stwierdził, że jest zmuszony „zwracać uwagę" na problemy, z jakimi borykają się Rosjanie w wyniku zakłóceń w dostępie do sieci.
Polecił organom ścigania wykazać się w swoich działaniach „pomysłowością i profesjonalizmem", a także „uwzględnić żywotne interesy obywateli".
Nie była to jednak zmiana stanowiska. Putin nie wspomniał o zniesieniu ograniczeń.
Ostatnie sondaże sugerują, że notowania rosyjskiego lidera spadły do najniższego poziomu od czasu pełnej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku.
Społeczny niepokój podsycają nie tylko cyfrowe blokady. Rosjanie martwią się o gospodarkę; są też coraz bardziej zmęczeni wojną w Ukrainie.
„Ludzie zaczynają rozumieć, że istnieje bezpośredni związek między ich codziennymi problemami - jak opieka zdrowotna, ceny żywności i problemy z internetem - a polityką Władimira Putina," mówi mi Borys Nadieżdin.
„To w Rosji nowy stan rzeczy".
Julia złożyła petycję w biurze administracji prezydenta i wróciła do pracy w firmie cateringowej. Jak wcześniej piecze chleb.
Zajęła publicznie stanowisko, ale nie jest pewna, czy to coś zmieni. Już teraz zastanawia się, jak dostosować się do nowych restrykcji. Jak opowiada, Rosjanie od dziesięcioleci dostosowują się do dużych zmian.
„Mój pradziadek był zamożniejszy niż przeciętny obywatel. Na sowieckiej wsi uważano to za grzech. Odebrano mu majątek i wysłano na Syberię. Ale jego rodzina się przystosowała."
„Moi rodzice przeżyli upadek Związku Radzieckiego: dostosowali się do gospodarki rynkowej. Teraz moja kolej, by się dostosować. Potem nadejdzie kolej mojej córki".
Pytam Julię, co myśli o dalszym rozwoju sytuacji w Rosji.
„W codziennych rozmowach z przyjaciółmi i krewnymi nawet nie wspominamy o przyszłości," odpowiada.
„Pytamy: co będziemy robić za trzy dni, za tydzień, za miesiąc? [Myślimy] najdalej w perspektywie miesiąca," dodaje.
Podczas gdy w piekarniku Julii rośnie chleb, a w całej Rosji narasta głębokie poczucie niepewności.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska