Zostać czy ryzykować trasę 'Drogą Śmierci' — ukraińscy cywile uwięzieni w mieście na linii frontu

    • Autor, Jessica Parker
    • Relacja z, in Kyiv
    • Autor, Paul Brown
    • Stanowisko, BBC Verify
  • Czas czytania: 6 min

„Droga jest zaminowana. Więc jesteśmy tu uwięzieni," mówi Ludmiła przez telefon dzwoniąc z dachu domu zniszczonego przez pożar na południu Ukrainy. „Ludzie robią wszystko, by przetrwać".

Jej rodzinne miasto na linii frontu, Ołeszki, według wielu relacji od miesięcy jest w dużej mierze odcięte od dostaw świeżej żywności i leków.

Ludmiła opisuje, jak tkwi tam uwięziona i obserwuje, jak miasto niszczeje na jej oczach.

Rzecznik praw człowieka Ukrainy ostrzegł przed „kryzysem humanitarnym".

Niektóre dostawy humanitarne, zorganizowane przez wolontariuszy lub organizacje pomocowe, rzeczywiście dotarły tam w ostatnim czasie.

Zdjęcia widziane przez BBC pokazują tłum ludzi, w tym wiele osób starszych, którzy najprawdopodobniej odbierają świeże zapasy na miejskim placu.

To ulga – nawet jeśli ceny są wysokie, mówi Ludmiła, ponieważ mieszkańcy byli zmuszeni szukać jedzenia w opuszczonych domach sąsiadów.

Ludmiła nie jest jej prawdziwym imieniem. Jej nazwisko oraz nazwiska innych mieszkańców, którzy rozmawiali z BBC, zostały zmienione w celu ochrony tożsamości.

Makaron i żywność konserwowa – jak mówi – stały się podstawą diety dla około 2 tysięcy osób, które wciąż tam pozostały.

Każda próba opuszczenia Ołeszek, jak twierdzą mieszkańcy, to igranie z życiem wzdłuż drogi nazwanej „Drogą Śmierci" – ze względu na doniesienia o intensywnym zaminowaniu.

Ołeszki są uwięzione zarówno przez geografię, jak i wojnę: od północy odcięte rzeką i zniszczonymi mostami, a w głąb lądu prowadzą drogi niebezpieczne lub nieprzejezdne.

Przez cały czas miasto znajduje się pod ostrzałem walczących ze sobą armii.

Miasto leży na lewym, czyli wschodnim, brzegu Dniepru i znajduje się pod rosyjską okupacją od czasu rozpoczęcia przez Kreml pełnoskalowej inwazji.

Po drugiej stronie rzeki, na obrzeżach Chersonia, dużego miasta odbitego przez Ukraińców w listopadzie 2022 roku, po wyparciu Rosjan za Dniepr, okopały się ukraińskie wojska.

Mieszkańcy, wolontariusze i urzędnicy relacjonują, że wraz z nadejściem minionej zimy opady śniegu utrudniły dostrzeganie niebezpiecznych miejsc w warunkach nasilonego zaminowania.

Śnieg stopniał, ale — jak obawiają się ludzie — miny wciąż tam pozostały.

Mimo zagrożeń, w ostatnim czasie udało się przeprowadzić kilka udanych ewakuacji tzw. „Drogą Śmierci", prowadzącą na południowy zachód wzdłuż biegu Dniepru.

„Wyjeżdżając z Ołeszek, wszyscy modliliśmy się do Boga, żeby nie najechać na minę," mówi Wołodymyr, mężczyzna po pięćdziesiątce.

Zastraszony przez drony i straumatyzowany widokiem ciała sąsiadki, wywiezionego po tym, jak zginęła od ostrzału, opowiada, że jego rodzina w końcu podjęła decyzję o ucieczce.

„Nikt z nas nie był już w stanie tego dłużej znieść".

Wołodymyr relacjonuje, że został wywieziony karetką w ramach ewakuacji zorganizowanej przez wolontariuszy. Nawet to było przerażające.

„Cała trasa z Ołeszek do Hołej Prystani jest usiana spalonymi samochodami. Niektóre z nich spłonęły wraz z ludźmi, którzy byli w środku".

Zdjęcia satelitarne z listopada pokazują co najmniej osiem uszkodzonych pojazdów na jednokilometrowym odcinku drogi wyjazdowej z Ołeszek w kierunku Kardszynki, która leży na trasie do Hołej Prystani.

Widać tam również coś, co wygląda na duży ślad przypalenia na trasie między Kardszynką a Hołą Prystanią, który pojawił się po raz pierwszy pod koniec stycznia.

Zweryfikowane nagrania z tego samego okresu pokazują poważnie uszkodzony pojazd, który najwyraźniej zjechał z drogi — co może potwierdzać doniesienia, że pojazdy, w tym ambulanse, były wysadzane w powietrze lub wjeżdżały na miny.

Podobne sceny widoczne są wzdłuż drogi E97 na wschód od miasta, choć zdjęcia satelitarne sugerują, że zniszczenia tam powstały znacznie wcześniej.

Na skrzyżowaniach przy wjazdach do miasta widoczne są niewielkie sieci okopów, co wskazuje na zmilitaryzowany charakter obszaru. Okopy te znajdują się tam jednak już od wielu miesięcy.

BBC skontaktowało się z siedmioma osobami, które twierdzą, że nadal przebywają w Ołeszkach lub zostały niedawno ewakuowane.

Zebrane relacje pochodzą z rozmów telefonicznych, komunikatorów internetowych oraz pytań przekazywanych za pośrednictwem ukraińskiego urzędnika, który pozostaje w kontakcie z mieszkańcami.

Nie udało się w pełni zweryfikować każdej z tych relacji, jednak tam, gdzie było to możliwe, BBC starało się potwierdzić opowieści za pomocą zdjęć, danych lokalizacyjnych oraz zapisów dostępnych w internecie.

Jak mówi Ludmiła, jej własny dom został zniszczony, gdy w czerwcu 2023 roku — podczas rosyjskiej okupacji — wysadzono zaporę w Nowej Kachowce na Dnieprze, co doprowadziło do katastrofalnych powodzi.

„Jestem w cudzym domu, który też jest spalony".

Nie chce się przenosić, ponieważ — jak wyjaśnia kobieta — nie ma to sensu, skoro zniszczenia wciąż trwają wszędzie.

Drzewa uszkodzone przez ostrzał są, jak słyszymy, są przynajmniej łatwiejsze do porąbania na opał.

W samym mieście rosyjscy żołnierze mają ukrywać się w budynkach, chroniąc się przed krążącymi ukraińskimi dronami.

„Siedzą w piwnicach," mówi Ludmiła. „Nie widzimy ich, ale oni tam są".

Pojawiają się również doniesienia, że ciała ofiar mogą przez kilka dni pozostawać niezebrane, a w przypadku rosyjskich żołnierzy — że wojsko porzuca ich całkowicie, pozostawiając na pastwę rozkładu.

Rzecznik Praw Człowieka Rady Najwyższej Ukrainy, Dmytro Łubinec, poinformował, że zwrócił się do władz Rosji z apelem o utworzenie „korytarza humanitarnego", który umożliwiłby bezpieczną ewakuację.

Łubinec oskarża Rosję o stosowanie „celowego terroru" wobec ludności cywilnej.

Ukraińskie władze twierdzą, że zarówno cywile, jak i rosyjscy żołnierze stacjonujący w mieście zostali pozostawieni własnemu losowi przez administrację okupacyjną.

Ambasada Rosji w Londynie przekazała jednak BBC, że „trudności humanitarne" wynikają z „systematycznych uderzeń" ukraińskich sił przeciwko miastu.

Według ambasady, mianowany przez Rosję gubernator obwodu chersońskiego, Władimir Sałdo, oskarżył Ukrainę o niszczenie szkół i przedszkoli w mieście.

Jednak w swoich wpisach opublikowanych w kwietniu na komunikatorze Telegram Sałdo nie odnosi się wprost do sytuacji humanitarnej.

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (ICRC) poinformował, że prowadzi rozmowy z władzami po obu stronach konfliktu, starając się uzyskać więcej informacji na temat sytuacji w Ołeszkach.

Trudno ocenić, w jakim stopniu to rosyjskie wojska lub ukraińskie drony pozostawiły miny, które obecnie stanowią zagrożenie dla ludności cywilnej.

Jeden z ukraińskich żołnierzy powiedział BBC, że Ukraina używała min, aby uniemożliwić Rosji dostarczanie broni swoim bojownikom rozmieszczonym w mieście.

Twierdził jednak, że ukraińskie siły informują wolontariuszy o bezpiecznych trasach, jednocześnie oskarżając Rosję o „rozrzucanie" ładunków wybuchowych.

Niektórzy mieszkańcy mówią, że chcieliby wyjechać, ale nie dotyczy to wszystkich.

Starsze osoby w miastach położonych na linii frontu bywają szczególnie niechętne zamianie swoich domów na nieznaną przyszłość.

Inna mieszkanka, Hanna, opisała niedawno sytuację, gdy widziała drona unoszącego się tuż nad około 90‑letnią kobietą.

„Po prostu podniosła wzrok, machnęła ręką, jakby chciała powiedzieć: 'Co ma być, to będzie', i powoli poszła dalej."

Dodatkowy reportaż: Aakriti Thapar, Anastasiia Levchenko, Mariana Matveichuk i Wołodymyr Łożko.

Edycja: Kamila Koronska