G7: Ukraina wraca na agendę USA, podczas gdy 'klub pochlebców' obłaskawia Trumpa

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, prezydent USA Donald Trump oraz prezydent Francji Emmanuel Macron podczas szczytu G7

Źródło zdjęcia, Reuters

    • Autor, Yana Lyushnevska
    • Stanowisko, BBC Monitoring
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 3 min

Ukraina ponownie znalazła się na agendzie Donalda Trumpa po jego porozumieniu z Iranem, piszą europejskie gazety w relacjach ze szczytu G7 w Évian we Francji.

Prezydent USA najwyraźniej przestał postrzegać Kijów jako „przegranego" w wojnie z Rosją i jest gotów wywrzeć większą presję na Władimira Putina – nawet gdyby miało to nastąpić w zamian za większe wsparcie Europy w Cieśninie Ormuz, sugeruje prasa.

Trump został przyjęty w Évian z pompą i prezentami, co gazety interpretują jako kolejny dowód europejskich starań o utrzymanie dobrych z nim stosunków, zwłaszcza przed kluczowym szczytem NATO w przyszłym miesiącu.

Jednak kilka gazet kwestionuje to podejście, a jedna z niemieckich publikacji określa nawet G7 mianem „klubu pochlebców".

Czy Ukraina znów staje się priorytetem Trumpa?

Brytyjski dziennik The Guardian zauważa, że przywódcom G7 udało się „ponownie włączyć Ukrainę do agendy prezydenta", gdy Trump w „charakterystycznym dla siebie stylu wypowiadał się" na temat potrzeby zakończenia wojny.

„Prezydent USA jakiś czas temu stracił cierpliwość wobec niemożności doprowadzenia do porozumienia, w ramach którego Ukraina miałaby oddać terytorium, którego nie utraciła na polu bitwy," przypomina gazeta.

Francuski dziennik Le Monde twierdzi również, że Trump wykazał „odnowione zainteresowanie" Ukrainą po zawarciu porozumienia z Iranem.

„Gdy siły rosyjskie zaczęły się wyczerpywać na liniach frontu, Donald Trump najwyraźniej przestał postrzegać Ukrainę jako 'przegraną' – kraj, którego kapitulację uważał za konieczną do osiągnięcia pokoju," argumentuje dziennik.

„Trump wyciąga do Ukrainy gałązkę oliwną na G7 – ale z przypiętą ceną," pisze portal Politico, wyjaśniając, że Trump najwyraźniej wykazał gotowość do zwiększenia presji na prezydenta Rosji Władimira Putina, aby zakończył wojnę przeciwko Ukrainie, podczas gdy Europejczycy wydawali się gotowi wesprzeć Waszyngton w zabezpieczeniu Cieśniny Ormuz po porozumieniu USA – Iran.

„Musi być jakieś ustępstwo w sprawie Ukrainy," cytowane są słowa anonimowego europejskiego dyplomaty. „Są bardzo duże oczekiwania, że będzie on wspierał Ukrainę. Tak właśnie powiedział przywódcom".

Patrząc od lewej: António Costa, przewodniczący Rady Europejskiej, kanclerz Niemiec Friedrich Merz, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, prezydent USA Donald Trump, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Kanady Mark Carney, premier Włoch Giorgia Meloni, premier Japonii Sanae Takaichi oraz przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen siedzą wokół dużego, okrągłego białego stołu. W tle, za dużym oknem, widoczny jest soczyście zielony krajobraz oraz logo G7.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Według gazety The Guardian przywódcom państw G7 udało się „ponownie wprowadzić Ukrainę do agendy prezydenta Trumpa"

G7 jako 'klub pochlebców'

Komentując sposób przyjęcia prezydenta USA w Évian, brytyjski dziennik The Independent zauważa, że europejscy przywódcy „dwoili się i troili, by wyjść naprzeciw" Trumpowi na G7, oferując „pompę i ceremoniał, prezenty oraz ciepłe powitania".

Nie wszyscy jednak przyjęli to podejście z zadowoleniem – niemiecki dziennik Frankfurter Rundschau potępił G7 jako „klub pochlebców", który „zasypywał Trumpa komplementami" zamiast rozwiązywać wspólne problemy.

„Kalkulacja jest jasna: mają nadzieję, że pozytywna atmosfera utrzyma się do szczytu NATO za trzy tygodnie i że Waszyngton nie osłabi bardziej sojuszu. Tego rodzaju polityka jest żałosna i haniebna," pisze gazeta, sugerując, że europejscy przywódcy nie opracowali jeszcze lepszej strategii.

Również niemiecki dziennik Sueddeutsche Zeitung wyśmiewa decyzję kanclerza Friedricha Merza o wręczeniu Trumpowi koszulki niemieckiej drużyny piłkarskiej oraz jego komentarz, że „wszyscy jesteśmy w tej samej drużynie".

„Drużyna? Jedyną drużyną, do której Trump kiedykolwiek należał, był on sam," pisze gazeta.

Premier Japonii Sanae Takaichi podczas szczytu G7 w Évian, 15 czerwca 2026 roku.

Źródło zdjęcia, Reuters

Podpis zdjęcia, Jest jedna uczestniczka szczytu, która - jak się wydaje - znalazła z Trumpem wspólny język: premier Japonii Sanae Takaichi, postrzegana jako „wzorowa sojuszniczka Stanów Zjednoczonych".

Portal Onet zauważa, że na szczycie „poprzeczka wisi nisko" ze względu na nieprzewidywalność Trumpa i jego napięte relacje z przywódcami Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Włoch.

Jest jednak jedna uczestniczka szczytu, która - jak się wydaje - znalazła z Trumpem wspólny język: premier Japonii Sanae Takaichi, postrzegana jako „wzorowa sojuszniczka Stanów Zjednoczonych".

„Połączenie przez Takaichi wizerunku jej politycznego wzorca – brytyjskiej Żelaznej Damy z Partii Konserwatywnej, byłej premier Margaret Thatcher – z wrażliwością motocyklowej rockmenki zaowocowało rzadką osobistą chemią z Trumpem," twierdzi serwis, zwracając uwagę na jej szczególne zainteresowanie uzyskaniem wsparcia Białego Domu dla dalszego wywierania presji na Chiny.

Brytyjski tygodnik The Economist zauważa, że pomimo całej tej pompy europejscy politycy nadal „żywią urazę i postrzegają pana Trumpa jako tyrana".

Inne podejście mają jednak sojusznicy USA w Azji.

„Azjatyccy sojusznicy podchodzą z rezerwą do polityki zagranicznej opartej na wartościach," wyjaśnia magazyn, zauważając, że obawiają się oni Chin, które „urosły w siłę i teraz przechodzą do działania", oraz wierzą, że tylko Ameryka ma realną szansę przeciwdziałać ich wzrostowi.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Marlena Zagórska i Magdalena Mis