Czego doulas towarzyszące umieraniu mogą nas nauczyć o śmierci

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Smitha Mundasad
- Stanowisko, Reporterka ds. zdrowia
- Data publikacji
- Czas czytania: 5 min
Dla Rity Ball nie ma nic bardziej znaczącego niż trzymanie czyjejś dłoni w ostatnich chwilach życia.
"To doświadczenie jest niezwykle surowe," tłumaczy Baal - "być świadkiem tego, jak życie odchodzi z tego świata."
Była obecna przy ostatnim oddechu wielu osób.
Od trzech lat pracuje w Londynie jako wykwalifikowana „death doula" – niemedyczna towarzyszka u kresu życia, wspierająca rodziny oraz działająca jako wolontariuszka w domach opieki związanych z NHS.
Ball mówi, że ludzie często pytają ją, co „wolno im robić", gdy ich bliscy umierają.
"Słyszę ogromną ulgę, gdy mówię im, że mogą ich trzymać za rękę, całować, puszczać muzykę, rozmawiać z nimi".
Być może znasz doule, które wspierają kobiety w ciąży, podczas porodu i w pierwszych miesiącach macierzyństwa. Coraz większą popularność zyskują jednak także doule towarzyszące umieraniu — nazywane czasem „położnymi duszy".
Emma Clare, dyrektorka organizacji End of Life Doula UK, mówi, że w 2025 roku dołączyło do niej 114 nowych douli — znacznie więcej niż w poprzednich latach.
W ostatnim czasie również osoby znane publicznie, takie jak Nicole Kidman i Ruby Wax, zapowiedziały, że szkolą się w tym kierunku, a Davina McCall deklaruje, że planuje zostać doulą po przejściu na emeryturę.

Źródło zdjęcia, Rita Ball
Czasem – jak mówi Ball – „cisza po czyjejś śmierci może być ogromna", ale doule mogą wtedy towarzyszyć bliskim i wspólnie z nimi wracać do ostatnich dni.
W zależności od doświadczenia i zakresu usług, koszt pracy douli wynosi zwykle od 25 do 45 funtów za godzinę — twierdzi Clare — choć niektóre oferują wsparcie bezpłatnie.
Fanny Behrens z hrabstwa Devon po raz pierwszy skontaktowała się z doulą Sarah Parker 10 miesięcy przed śmiercią swojego męża na raka.
"Sarah była dla mnie niesamowita, kiedy siedziałam w jej kuchni i po prostu płakałam bez przerwy," wspomina Behrens.
"To było niezwykłe móc porozmawiać z kimś, kto nie jest rodziną, nie jest bezpośrednio zaangażowany, a po prostu może być obok, gdy pozwalam sobie rozpadać się z żalu".
Doula zachęciła Behrens do poruszenia trudnych tematów z umierającym mężem – w tym miejsca pochówku i tego, jak ma wyglądać jego pogrzeb.
Pomogła jej także uporządkować formalności związane ze śmiercią, takie jak kontakt z zakładem pogrzebowym i rejestracja zgonu.
"Przypominała mi też, żebym dbała o siebie, a nie tylko zatracała się w potrzebach drugiej osoby," mówi Behrens.
Choć Parker była przede wszystkim wsparciem dla niej, pomagała również jej mężowi. Behrens wspomina, że doula spokojnie tłumaczyła, jak w ostatnich dniach życia stopniowo wyłączają się funkcje organizmu.
"Jest coś bardzo ważnego w byciu z kimś, kto dobrze zna ten proces, mówi o nim spokojnie i z empatią," to naprawdę pomaga, mówi.
"To nie sprawia, że ból znika, ale w pewnym sensie go oswaja".

Podobnie jak inne doule, z którymi rozmawialiśmy, Clare uważa, że współcześnie ludzie „stracili dużą część wiedzy o naturalnym umieraniu". Jej zdaniem wyobrażenia o śmierci często opierają się na dramatycznych scenach z filmów lub nagłych zgonach.
Wyjaśnia, że szczegółowe tłumaczenie fizycznego procesu umierania — w takim zakresie, jakiego potrzebują bliscy — pomaga zmniejszyć lęk i pozwala lepiej wykorzystać wspólny czas.
Jak mówi Parker, pod koniec życia zmieniają się m.in. temperatura ciała i sposób oddychania.
"W ostatnim etapie może pojawić się tzw. 'rzężenie przedśmiertne'," dźwięk ciężkiego oddechu, który bywa niepokojący dla osób obecnych w pomieszczeniu. Jeśli jednak są na to przygotowani, łatwiej im to zaakceptować.
Położna duszy Krista Hughes, która pracuje również w organizacji onkologicznej Mulberry Centre, podkreśla, że ważne jest zbudowanie relacji z osobą umierającą, aby mogła ona przeżyć swoje ostatnie chwile zgodnie z własnymi życzeniami.
"Kiedy ktoś się rodzi, trafia w pełne troski dłonie," i mamy nadzieję, że będzie mógł w takich samych dłoniach odejść – mówi Hughes.
Wspomina osobę, która chciała umrzeć w ogrodzie, ale ze względu na konieczność opieki medycznej nie było to możliwe. Pomogła więc stworzyć namiastkę tego miejsca — przynosząc zdjęcia, olejek lawendowy, odtwarzając śpiew ptaków i opisując spacer wśród pól lawendy.
Wsparcie doul często wykracza poza sam moment śmierci. Ball mówi, że odwiedzała zakłady pogrzebowe w imieniu rodzin, przekazywała wiadomości i pomagała organizować ceremonie pożegnalne.
Inne działają lokalnie, zwiększając świadomość społeczną — na przykład organizując tzw. „death cafés", czyli spotkania przy herbacie i cieście, które mają zachęcać do otwartej rozmowy o śmierci.

Źródło zdjęcia, Parker
Marian Krawczyk, badacz opieki u kresu życia z Uniwersytetu w Glasgow i założycielka grupy End‑of‑Life Doula International Research, mówi, że opieka nad osobami umierającymi musi się zmieniać, ponieważ zmienił się sposób, w jaki ludzie odchodzą — coraz rzadziej są to krótkie choroby zakaźne czy nagłe wypadki, a coraz częściej wieloletnie życie z chorobami ograniczającymi długość życia.
"Istnieją też dziś oczekiwania dotyczące wyborów stylu życia w każdym jego aspekcie," dodaje – w tym możliwość kształtowania własnego umierania.
Dla części osób doule mogą w tym pomóc, jednak jest to złożona kwestia, ponieważ w Wielkiej Brytanii nie istnieją obowiązkowe regulacje ani standardowe szkolenia w tym zakresie.
Niektórzy uważają, że doule powinny zostać włączone do systemu opieki zdrowotnej, inni zaś twierdzą, że ich działalność powinna pozostać niezależna.
Pojawiają się także pytania o koszty takich usług oraz obawy, że może to stwarzać przestrzeń do „wykorzystywania osób w trudnej sytuacji".
Według Krawczyka „rzeczywistość jest taka, że odpowiednia opieka u kresu życia często zależy od miejsca zamieszkania", a doule mogą pomagać wypełniać te luki.
Z kolei dr Paul Perkins, dyrektor medyczny organizacji Sue Ryder zajmującej się opieką paliatywną i wsparciem w żałobie, zaznacza, że system ochrony zdrowia bywa trudny do zrozumienia dla pacjentów, zwłaszcza gdy mierzą się z emocjami związanymi z diagnozą.
Jego zdaniem osoby u kresu życia powinny otrzymać wsparcie pozwalające im „żyć jak najlepiej", aby mogły spędzać czas z tymi, którzy przynoszą im radość.











