Armenia: wybory pod znakiem rosyjskiej presji na prozachodni rząd

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Rayhan Demytrie
- Stanowisko, Korespondentka ds. Kaukazu
- Relacja z, Erywań, Armenia
- Data publikacji
- Czas czytania: 6 min
Niedzielne wybory w Armenii odbywają się w cieniu rosnącej rosyjskiej presji gospodarczej. Walczący o reelekcję premier Nikol Paszynian oparł kampanię na obietnicach integracji z Europą.
Wybory zwróciły uwagę świata na liczący trzy miliony mieszkańców kraj Kaukazu Południowego. Choć Armenia stopniowo zbliża się do Zachodu, pozostaje ściśle związana gospodarczo z Rosją - swoim największym partnerem handlowym.
Zbliżenie z Zachodem jest w dużej mierze zasługą Paszyniana.
Od objęcia władzy w 2018 r. premier zbudował dystans wobec Moskwy, przeforsował prawo rozpoczynające proces ubiegania się o członkostwo w UE i poczynił postępy w rozmowach pokojowych z sąsiednim Azerbejdżanem, podpisując porozumienie wynegocjowane przez USA. To zapewniło Paszynianowi także poparcie Donalda Trumpa.
Paszynian był też gospodarzem dużego szczytu przywódców UE w stolicy kraju, Erywaniu, na początku tego roku. Na szczycie pojawił się też prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Mimo tych sukcesów krajowe poparcie dla urzędującego premiera spadło z 54% w 2021 roku do około 30% obecnie.
Główną przyczyną jest kwestia Górskiego Karabachu – górzystej enklawy na terytorium Azerbejdżanu. Nim Baku przejęło ją siłą w 2023 roku, mieszkało w niej 100 tys. osób pochodzenia ormiańskiego.
Krytycy Paszyniana nigdy nie wybaczyli mu ustępstw na rzecz pokoju z Azerbejdżanem - choćby odmowy prowadzenia kampanii na rzecz uwięzionych przez sąsiada byłych przywódców Karabachu.
Samo porozumienie pokojowe również wywołuje głębokie podziały. Według jednego z niedawnych sondaży popiera je 44% obywateli Armenii, a 41% jest mu przeciwnych.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Krytycy Paszyniana tworzą obecnie kilka partii opozycyjnych i sojuszy. Jednym z głównych jest Sojusz Armenii kierowany przez byłego prezydenta Roberta Koczariana.
Partia Republikańska innego byłego prezydenta, Serża Sarkisjana, nie wystawiła własnych kandydatów, ale wezwała zwolenników do głosowania przeciw Paszynianowi.
Obaj byli przywódcy twierdzą, że przywrócenie bliskich stosunków wojskowych i gospodarczych z Rosją to jedyna droga do zapewnienia Armenii bezpieczeństwa.
Głównym konkurentem Paszyniana jest miliarder Samwel Karapetian, który dorobił się fortuny w Rosji i jest oskarżony o spisek w celu obalenia rządu. Osadzony w areszcie domowym Karapetian prowadzi kampanię za pośrednictwem siostrzeńca.
Najnowsze badanie Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego (IRI) pokazuje, że partia Paszyniana - Umowa Obywatelska - prowadzi z wynikiem 32%. Około 40% wyborców twierdzi jednak, że nie ufa żadnemu z polityków.
Gdyby kandydaci opozycji współpracowali, mogliby uzyskać równą liczbę głosów, co Paszynian. Jednak dopóki pozostają podzieleni, nie są w stanie go pokonać.
Gospodarcza broń Rosji
Nad głosowaniem unosi się cień Moskwy.
W zeszłym miesiącu Władimir Putin wymienił korzyści gospodarcze, jakie Armenia straci, jeśli nie przestanie dążyć do zacieśnienia więzi z Zachodem. Putin wyraźnie zaznaczył, że „kryzys [w] Ukrainie rozpoczął się od starań o przystąpienie do UE".
Za kremlowską retoryką podążyły konkretne kroki gospodarcze. W ciągu dwóch tygodni poprzedzających wybory Moskwa zakazała wwozu armeńskich kwiatów, wody mineralnej, koniaku, świeżych warzyw i owoców.
Rosja jest głównym partnerem handlowym Armenii: w 2025 r. odpowiadała za 36% handlu zagranicznego Erywania.
Moskwa „próbuje w jakiś sposób wpłynąć na ostateczne wyniki głosowania 7 czerwca," mówi Haykaz Fanyan z Armeńskiego Centrum Studiów Społeczno-Ekonomicznych. „W Armenii uważa się, że jest to bardzo silnie powiązane z bieżącymi procesami politycznymi".
Fanyan dodaje, że Armenia znacznie zmniejszyła swoją zależność od rosyjskiego sprzętu wojskowego. Mówi, że około 95% importu wojskowego Erywania pochodzi dziś z Indii, Francji, Chin i innych krajów.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
„Rosja może obecnie wywrzeć wpływ na Armenię jedynie poprzez środki gospodarcze," mówi Fanyan.
Nadal są one jednak dla Moskwy potężną bronią. Rosja dostarcza Armenii gaz po cenie 177,50 dolarów (około 654 złotych) za 1000 metrów sześciennych. Jak mówił Putin w kwietniowej rozmowie z Paszynianem, rynkowa cena takiej ilości gazu przekracza w Europie 600 dolarów (około 2210 złotych).
Pod koniec maja prezydent Rosji wezwał też Armenię do „jak najszybszego" przeprowadzenia referendum, w którym obywatele mieliby wybierać między integracją z UE a pozostaniem w kierowanej przez Moskwę Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej (EAEU). To unia celna, która daje Erywaniowi konkretne korzyści z członkostwa.
Paszynian unikał bezpośredniej odpowiedzi. Pomimo rozwijających się, przyjaznych relacji z europejskimi przywódcami Armenia nie ma jeszcze nawet statusu kraju kandydującego do UE. Pełne członkostwo jest wciąż odległą perspektywą.
„Będziemy nadal działać w ramach EAEU, dopóki wybór między obecnym członkostwem w tej organizacji a [integracją z] UE nie stanie się nieunikniony," powiedział armeński premier. „Dzisiaj ten wybór ma charakter teoretyczny".
UE nie pozostaje bierna. W czwartek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen obiecała Armenii 50 mln euro (około 212 mln złotych) wsparcia, powołując się na „wykorzystywanie przez Moskwę stosunków gospodarczych do wywierania presji politycznej". Von der Leyen dodała, że Unia ułatwi Erywaniowi handel towarami objętymi rosyjskimi restrykcjami.
Kampania pełna napięcia
Paszynian staje do wyborów pod hasłem „W obronie pokoju".
Kampania nie obyła się jednak bez konfliktów – zwłaszcza między premierem a wysiedlonymi Ormianami z Karabachu. Jeden z incydentów zakończył się użyciem przez Paszyniana obraźliwego języka wobec działacza Artura Osipiana. Osipian został później aresztowany pod zarzutem utrudniania kampanii wyborczej i rozpoczął w proteście strajk głodowy.
Podobne zdarzenia dają argumenty przedstawicielom opozycji, którzy oskarżają Paszyniana o rosnący autorytaryzm i wykorzystywanie na swoją korzyść zasobów państwa – w tym o przymuszanie urzędników państwowych do uczestniczenia w wiecach.
„Paszynian i jego reżim wykorzystują wszystkie możliwe i niemożliwe środki administracyjne. Szerzą atmosferę strachu i szantażu," powiedział Artur Chaczatrian, poseł opozycyjnego Sojuszu Armenii.
„Nie pamiętam żadnej kampanii, która byłaby tak napięta".
Kampania Paszyniana opiera się na doktrynie „prawdziwej Armenii". Premier roztacza przed wyborcami wizję kraju żyjącego w pokoju z Azerbejdżanem, zintegrowanego z Europą, wolnego od ambicji terytorialnych i niezależnego od Moskwy.
Choć jego poparcie gwałtownie spadło, dla wielu wyborców pozostaje jedyną alternatywą wobec powrotu do przeszłości pełnej korupcji i autorytaryzmu.
Zwykli ormiańscy wyborcy stają przed trudnym wyborem: czy są gotowi ponieść gospodarcze koszty kierunku, który obrał Paszynian, wiedząc, że europejska przyszłość to wciąż odległa perspektywa?
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska














