Przełom w leczeniu utraty włosów. Co może oznaczać dla kobiet takich jak ja?

- Autor, Victoria Derbyshire
- Stanowisko, Prezenterka BBC Newsnight
- Data publikacji
- Czas czytania: 6 min
Doskonale pamiętam moment, w którym zaczęły wypadać mi włosy.
Klęczałam nad wanną w hotelowym pokoju, myjąc głowę w sobotni wieczór przed 40. urodzinami przyjaciółki. Siedemnaście dni wcześniej przeszłam pierwszą z sześciu sesji chemioterapii w leczeniu raka piersi, ale przez kolejne dni włosy wcale nie wypadały.
Wmawiałam sobie, że może należę do tych szczęściar, którym uda się tego uniknąć.
Ale kiedy trzymałam prysznic nad głową, strumień wody nagle pociemniał, a długie pasma brązowych włosów zaczęły zbierać się wokół odpływu tuż przed moimi oczami. Nie mogłam zrobić nic, by to zatrzymać.
„Och wow," powiedziałam sama do siebie. Naprawdę się tego nie spodziewałam.
Podczas chemioterapii nosiłam tzw. cold cap: chłodzący czepek, który ma chronić włosy w trakcie leczenia. Uprzedzono mnie jednak, że nie działa u wszystkich.
Może zabrzmi to dramatycznie, ale utrata włosów była dla mnie gorsza nawet niż utrata piersi po mastektomii. Dlaczego? Bez włosów nie byłam sobą. Dopiero gdy zaczęły wypadać, zrozumiałam, że są częścią mojej tożsamości.

Źródło zdjęcia, Victoria Derbyshire
Naukowcy z Japonii uważają dziś, że mogą być o krok bliżej uchronienia milionów ludzi przed utratą włosów.
Zespół kierowany przez prof. Takashiego Tsuji poinformował, że udało mu się odtworzyć pełny cykl wzrostu włosa u myszy - co oznacza, że włosy mogły naturalnie rosnąć, wypadać i odrastać. Badacze określili to jako „przełomowe osiągnięcie".
Choć przeszczepione włosy już dziś mogą rosnąć, znacznie trudniejsze okazało się odtworzenie mieszków włosowych działających jak naturalne - wielokrotnie przechodzących przez cykle wzrostu, wypadania i ponownego odrastania.
Dla kobiet zmagających się z utratą włosów - niezależnie od tego, czy jest ona skutkiem leczenia nowotworowego, łysienia plackowatego czy starzenia się - takie odkrycia dają nadzieję na coś, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe: że utratę włosów będzie można odwrócić.
Problem dotyczy milionów ludzi na całym świecie. Badania sugerują, że około jedna trzecia kobiet doświadczy utraty włosów na pewnym etapie życia. Dlaczego więc jej emocjonalne skutki wciąż bywają niedoceniane? I co nasza reakcja na ich utratę mówi o tożsamości, poczuciu kontroli i sposobie, w jaki postrzegamy samych siebie?
Włosy na przestrzeni dziejów
W historii włosy rzadko były po prostu włosami.
W starożytnym Egipcie faraonowie i arystokratki nosili ozdobne plecione peruki jako symbol władzy, a w średniowieczu długie włosy kobiet zaczęto kojarzyć z kobiecością i cnotą. Mężczyźni w XVII wieku nosili „peruki" - długie, bujne sztuczne loki - by podkreślić bogactwo i wysoki status społeczny. Z kolei w latach 20. XX wieku kobiety z krótkimi fryzurami typu bob stały się symbolem niezależności i buntu.
„Włosy kształtują naszą tożsamość" - mówi psychiatra Sylvia Karasu. „Są biologicznym, fizjologicznym i społecznym wyznacznikiem kolejnych etapów naszego życia."
Włosy mają też związek z godnością. Przymusowe golenie głowy było często wykorzystywane do odbierania ludziom tożsamości i człowieczeństwa. W niemieckich obozach koncentracyjnych Żydom golono głowy i odbierano ubrania, zastępując je więziennymi uniformami.
Jeśli włosy mogą mieć tak ogromne znaczenie społeczne i emocjonalne, nie dziwi fakt, że naukowcy od lat próbują zrozumieć, dlaczego ich utrata może być tak bolesnym doświadczeniem - i czy pewnego dnia będzie można ją całkowicie odwrócić.

Źródło zdjęcia, Getty Images
'To nie jest kwestia próżności'
Rozmawiałam z kobietami o ich relacji z włosami w podcaście realizowanym dla fundacji Future Dreams „And Then Came Breast Cancer". Raz za razem słyszałam to samo: to nie miało nic wspólnego z próżnością.
Fryzjerka Nicky Elkington powiedziała mi, że była zdeterminowana, by nie stracić włosów podczas chemioterapii. „To nie kwestia próżności… ludzie często tak myślą, ale chodzi o tożsamość. Nie chciałam wyglądać jak osoba chora na raka" - mówi.
Dla niej najgorszym, co mogła usłyszeć, było: „To tylko włosy, nie przejmuj się".
Natasha Anderson, pielęgniarka szkolna i matka dwójki dzieci, wspomina, że od dziecka uwielbiała eksperymentować z fryzurami: „jednego tygodnia miałam wielkie afro, później doczepiane włosy".
„To nie były tylko włosy - to była część mojej kultury."
W obliczu utraty włosów podczas chemioterapii poprosiła brata, by zgolił jej głowę.
„Poczułam ulgę, kiedy zaczęły być golone" - mówi. „To ja przejęłam kontrolę nad sytuacją… dużo bardziej bolało i przygnębiało mnie patrzenie, jak same wypadają."
Jedną z najtrudniejszych rzeczy związanych z chorobą nowotworową jest to, jak niewielką ma się kontrolę nad tym, co się dzieje: nad diagnozą, leczeniem czy skutkami ubocznymi. Dla części kobiet decyzja o zgoleniu włosów jeszcze przed ich utratą staje się sposobem na odzyskanie choć odrobiny kontroli nad własnym życiem.
Podczas leczenia zaskoczyło mnie to, jak często obawy związane z utratą włosów były bagatelizowane jako coś powierzchownego.
„Dlaczego martwisz się włosami? Przecież żyjesz." To uzasadnione pytanie. I tak - miałam szczęście przeżyć. Ale przetrwanie choroby i jednoczesne przeżywanie żałoby po utracie części własnej tożsamości nie wykluczają się nawzajem.
Jak powiedziała mi Sylvia Karasu, dla wielu z nas utrata włosów jest „symbolem bycia osobą chorą".

Źródło zdjęcia, Victoria Derbyshire
Dlaczego nauka wciąż ma problemy
Mimo to naukowcy wciąż nie do końca rozumieją biologiczne mechanizmy utraty włosów.
Według Claire Higgins, profesor inżynierii tkankowej w Imperial College London, badania nad łysieniem przez wiele lat miały trudności z pozyskiwaniem finansowania i zainteresowania - szczególnie jeśli chodzi o kobiety.
„Badania dotyczące kobiet są zdecydowanie zaniedbane," mówi.
Dlatego praca prof. Tsuji z Japonii są tak istotna. On i jego zespół uważają, że mogli odnaleźć brakujący element tej układanki.
Przez długi czas naukowcy sądzili, że za wzrost włosów odpowiadają dwa główne typy komórek: nabłonkowe komórki macierzyste, które tworzą mieszek włosowy, oraz komórki brodawki skórnej, które „dają sygnał" włosom do wzrostu.
Komórki te nie są jednak w stanie wytwarzać włosów w warunkach laboratoryjnych: działają dopiero po przeszczepieniu do skóry i połączeniu z tkanką znajdującą się pod nią.
Tsuji twierdzi jednak, że jego badania pozwoliły zidentyfikować „nowy, trzeci typ komórek", nazwany komórkami wspierającymi regenerację mieszków włosowych.
Co najważniejsze, nowo odkryte komórki mogą przybliżyć naukowców do możliwości hodowania włosów w laboratorium.
„Mówiąc prościej," wyjaśnia Tsuji, „nasze badania zidentyfikowały komórki wspierające rozwój, wzrost i regenerację mieszków włosowych."
Zdaniem naukowca odkrycie stanowi „przełom", który może zmienić sposób leczenia łysienia.

Źródło zdjęcia, Takashi Tsuji
Claire Higgins, która nie brała udziału w badaniu, zgadza się, że jest ono bardzo istotne. Podkreśla, że wcześniejsze eksperymenty pozwalały jedynie na częściowe odtworzenie mieszków włosowych w laboratorium.
„Nikomu wcześniej nie udało się uzyskać w pełni funkcjonujących mieszków włosowych przechodzących cały cykl wzrostu," mówi. „To naprawdę ogromny krok naprzód." Innymi słowy, mieszki były zdolne do podtrzymania wielokrotnego wzrostu włosa, jego wypadania i ponownego odrastania - tak, jak dzieje się to naturalnie.
Badanie przeprowadzono jednak wyłącznie na myszach, głównie z wykorzystaniem komórek pobranych z ich wibrysów. Przeniesienie tych wyników na ludzi pozostaje trudne, gdyż wzrost ludzkich włosów jest znacznie bardziej skomplikowany.
Mimo to prof. Tsuji pozostaje optymistą. „Wierzymy, że jesteśmy dziś znacznie bliżej niż kiedykolwiek wcześniej."
Utrata włosów spowodowana chorobą nie jest przecież czymś, co ktokolwiek wybrałby dobrowolnie. Zostaje nam narzucona - i właśnie dlatego tak trudno było mi się z tym pogodzić.
A to ma znaczenie, bo włosy nigdy nie są tylko włosami.
Dla wielu z nas są częścią tożsamości, prywatności, sposobem na poczucie kontroli i pewności siebie. Dlatego właśnie utrata włosów ma tak ogromne znaczenie.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Dodatkowe zdjęcia: Getty Images
Dodatkowy reportaż: Florence Freeman
Edycja: Kamila Koronska











