Hiszpańska supergwiazda Rosalía sięgnęła nieba podczas swojego koncertu w Londynie

Źródło zdjęcia, Samir Hussein
- Autor, Mark Savage
- Stanowisko, Korespondent muzyczny
- Czas czytania: 5 min
Podczas jednego z momentów pierwszego koncertu w Wielkiej Brytanii w ramach oszałamiającej trasy Lux Rosalíi, hiszpańska gwiazda wróciła wspomnieniami do swojego dziecięcego marzenia o występie w Londynie.
„Kiedy studiowałam muzykę w Barcelonie, zawsze marzyłam o zaśpiewaniu w jednym, bardzo konkretnym miejscu," powiedziała fanom w londyńskie hali O2 Arena, po czym dodała, z doskonałym wyczuciem komizmu: „I tym miejscem jest Royal Albert Hall".
„Powtarzałam to sobie bez przerwy," kontynuowała. „Royal Albert Hall, Royal Albert Hall, Royal Albert Hall…
I nigdy tam nie wystąpiłam. Ale teraz wyprzedałam O2 dwa razy. Niech Bóg błogosławi Londyn!"
Był to drobny szczegół w imponującym widowisku, ale doskonale oddawał niezwykłe zjawisko, jakim jest droga Rosalíi do statusu globalnej gwiazdy popu.
Urodzona w Barcelonie artystka przekuła swoje flamenco‑we wykształcenie w karierę bez wyraźnych granic, swobodnie łącząc operę i muzykę klasyczną z hip‑hopem i mambą, w wielu językach i stylistykach.

Źródło zdjęcia, Samir Hussein
Co równie niezwykłe, Rosalía została ciepło przyjęta w Wielkiej Brytanii — kraju, którego fani muzyki słyną z oporu wobec hiszpańskojęzycznych utworów (a często także wobec muzyki w innych językach niż angielski).
W lutym artystka zdobyła nagrodę Brit Award dla najlepszej międzynarodowej wykonawczyni. W tym tygodniu występuje w Londynie przed 40 tysiącami fanów podczas dwóch koncertów w obiekcie czterokrotnie większym niż Royal Albert Hall.
Fani przychodzili na koncerty ubrani w koronkowe mantylle i z wotywnymi świecami w dłoniach, wypełniając wagony metra, w których rozbrzmiewał hiszpański slang, gdy z niecierpliwością czekali oni na to długo wyczekiwane wydarzenie.
Od pierwszych minut Rosalía spełniła oczekiwania — oferując widowisko wypełnione zapierającymi dech w piersiach wokalami i niezapomnianymi scenami inspirowanymi ikonografią religijną i świecką.
Na scenie pojawiła się m.in. jako Mona Lisa i baletnica z obrazów Edgara Degasa. Poprosiła publiczność, by nauczyła ją angielskiego akcentu, po czym tańczyła z radosnym rozmachem, bawiąc się pojęciami oddania, sławy i kultu idoli.

Źródło zdjęcia, Samir Hussein
Narracja spektaklu była inspirowana jej czwartym albumem, również zatytułowanym Lux — porywającą, a zarazem głęboko poruszającą refleksją nad ludzką kondycją, która stawia pytanie, dlaczego to, co ziemskie, i to, co święte, muszą być od siebie tak odległe.
Zgodnie z tym zamysłem 33‑letnia artystka przedstawiała samą siebie raz jako czystą i nieskazitelną, innym razem jako niedoskonałą i diaboliczną — w zależności od nastroju.
„Pasuję do świata / A świat mieści się we mnie" — śpiewała w utworze La Yugular. „Przeczę samej sobie / Przemieniam się" — dodawała w potężnym wykonaniu Saoko z drugiej płyty, Motomami.
A jednak to właśnie wszystkie te sprzeczności sprawiają, że przez co najmniej półtorej godziny niebo wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

Źródło zdjęcia, Samir Hussein
Spektakl otwierała scena, w której Rosalía wcielała się w baletnicę z pozytywki — z ograniczonymi ruchami, niesioną przez tancerzy przez scenę.
Ale z czasem stopniowo odzyskuje sprawczość: tańczy na pointach podczas „Porcelany" i śpiewa z zapłakanym wzruszeniem — oraz zadziwiającą kontrolą wokalną — w operowym utworze „Mio Cristo Piange Diamante".
W trzecim akcie Rosalía była już w pełnym rozkwicie i nawet wypiła kieliszek wina przed wykonaniem Sauvignon Blanc, ballady o wyrzeczeniu się dóbr doczesnych w imię miłości, a następnie porwała publiczność do entuzjastycznego rave'u podczas Cuuuuuuuuuute (z udziałem ogromnej kadzielnicy kołyszącej się pod sufitem, dymu i świateł stroboskopowych).
Całość była konceptualnie bardzo wyrafinowana. Ale Rosalía jest zbyt inteligentna i dowcipna, by pozwolić, aby teatralność stanęła na przeszkodzie dobrej zabawie.
Wyznanie Loli Young
W połowie koncertu Rosalía pojawiła się na scenie jako Mona Lisa, wykonując utwór Frankiego Valliego „Can't Take My Eyes Off You" dla kilkunastu fanów zaproszonych na scenę.
Następnie zaprosiła popową artystkę Lolę Young, zachęcając ją do wejścia do konfesjonału w nadziei na wyznanie mrocznej tajemnicy.
Angielska piosenkarka nie zawiodła — opowiedziała historię byłego chłopaka, którego telefon zadzwonił w środku wyjątkowo intensywnego zbliżenia w sypialni.
Zamiast go wyciszyć, mężczyzna wyszedł z pokoju i odebrał połączenie. Nie wiedział jednak, że jego telefon wciąż był połączony z głośnikiem Bluetooth.
„I usłyszałam, jak jego żona pyta go, czy wracając, może kupić pieluchy dla dzieci."
„I co zrobiłaś?," zapytała oszołomiona Rosalía.
„Straciłam panowanie nad sobą," przyznała Young. „A potem pomyślałam: wrócę do randkowania z kobietami."
Rosalía wykorzystała tę historię jako idealne przejście do utworu „La Perla", rzekomo opowiadającego o jej byłym narzeczonym Rauw Alejandro — z tekstami o „terrorystycznym emocjonalnie" mężczyźnie, którego największą dumą jest kolekcja staników.
W trakcie piosenki tancerze okryli artystkę białymi, rękawiczkowymi dłońmi, przemieniając ją kolejno w Wenus z Milo, pannę młodą, a na końcu — anioła.

Źródło zdjęcia, PA Media
To najpopularniejszy utwór na albumie Lux i jeden z największych momentów wspólnego śpiewania tego wieczoru. Dla ułatwienia Rosalía wyświetla angielskie tłumaczenia wszystkich swoich tekstów na ekranie nad sceną, dzięki czemu publiczność może śledzić je na bieżąco.
Z tyłu hali artystce pomaga także teleprompter — co jest całkowicie zrozumiałe, gdy jej album obejmuje 14 różnych języków i dialektów.
Przez cały koncert towarzyszy jej 22‑osobowa Heritage Orchestra, dyrygowana przez Yudanię Gómez Heredię z estrady w kształcie krzyża, ustawionej na środku płyty areny.
Mimo klasycznej oprawy był to najgłośniejszy koncert, jakiego doświadczyłem w O2 — szczególnie podczas potężnego, pulsującego techno‑remiksu „Berghain", który gwiazda zaprezentowała premierowo podczas tegorocznych Brit Awards.
Dla Royal Albert Hall byłoby to z pewnością zbyt wiele… ale okrojona, bardziej kameralna wersja tego widowiska idealnie sprawdziłaby się jako koncert Proms.
Szybko — niech ktoś zadzwoni do BBC Radio 3.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska










