Francja: jak „wielkie bankiety" oburzyły skrajną lewicę

Grupa młodych mężczyzn w identycznych koszulkach sportowych i czarnych beretach siedzi za długim stołem. Na stole stoją półmiski jedzenia i butelki wina
Podpis zdjęcia, Na bankietach można zjeść czterodaniowy posiłek złożony z lokalnych specjałów. Wielu uczestników zakłada berety
    • Autor, Hugh Schofield
    • Stanowisko, Korespondent BBC News w Paryżu
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 6 min

Trzy i pół tysiąca głodnych mieszkańców Alzacji zajada wędliny, wybuchając od czasu do czasu głośnym śpiewem.

Alzackie miasto Colmar - słynące ze średniowiecznego centrum - było w ostatni weekend gospodarzem jednego z banquets géants - „wielkich bankietów", których popularność stała się nagle gorącym tematem we francuskiej polityce.

Bankiety organizowane przez firmę Le Canon Français (fr. francuska armata) cieszą się ogromną popularnością. Za 81 euro (około 344 złotych) można zjeść czterodaniowy posiłek złożony z lokalnych specjałów, pić wino do woli i spędzić kilka godzin na rozmowach i śpiewie.

Jednak nie wszyscy mają ochotę na toasty. Według skrajnie lewicowej partii Francja Nieujarzmiona (La France Insoumise, LFI) bankiety mają swoją ciemną stronę.

LFI twierdzi, że ma dowody na to, że uczestnicy wznoszą rasistowskie okrzyki i znieważają pracowników imigranckiego pochodzenia.

Wskazuje też na finansowe zaangażowanie ultrakonserwatywnego przedsiębiorcy Pierre'a-Edouarda Stérina jako dowód, że organizatorzy bankietów chcą pośrednio promować idee skrajnej prawicy.

Stérin - miliarder, który dorobił się fortuny na bonach upominkowych - jest też założycielem think tanku rozpowszechniającego prawicowe idee. Opowiada się m.in. za ograniczeniem imigracji, zakazem aborcji i promocją „chrześcijańskiego dziedzictwa Francji".

Rzędy stołów ustawionych w dużej hali o wysokim suficie, przypominającej hangar. Na tylnej ścianie namalowano napis Le Canon Français (nazwa firmy organizującej bankiety). Na pierwszym planie grupa muzyków ubranych w czerwone koszule i czapki. Dwóch gra na trąbkach, trzeci na puzonie, a czwarty na suzafonie
Podpis zdjęcia, Bankiety to nie tylko kilkudaniowe posiłki, ale też okazja do wspólnego śpiewu

„Gdyby [organizatorzy] działali w dobrej wierze, nigdy nie zaakceptowaliby Stérina jako inwestora. A jednak to zrobili - przyjęli jego pieniądze," mówi Emma Fourreau, posłanka do Parlamentu Europejskiego z ramienia LFI.

„To dlatego, że funkcjonują w tym samym politycznym ekosystemie, którego celem jest doprowadzenie do władzy skrajnej prawicy."

Uczestnicy bankietu w Colmar odrzucają te oskarżenia jako bezpodstawne.

Panuje świąteczna atmosfera. Goście zasiadają przy długich stołach, mieszczących po 50 osób z każdej strony. Wielu mężczyzn ma na sobie swoisty uniform Le Canon Français - berety i szelki. Niektóre kobiety założyły tradycyjne alzackie stroje.

Kierujący bankietem wygłasza krótkie przemówienie. Przypomina gościom o „regulaminie bankietów" zobowiązującym wszystkich do zachowania szacunku i dobrych manier.

Potem zaczyna się zabawa. Zastęp kelnerów wnosi półmiski z alzackim bigosem, miejscowe sery i tradycyjny deser, kougelhopf. Wino leje się strumieniami.

Od czasu do czasu biesiadnicy odkładają widelce i zaczynają wspólnie śpiewać. Największą popularnością cieszą się stare przeboje, w tym utwory Michela Delpecha i Joe Dassina. Choć to piosenki z poprzedniej epoki, uczestnicy - wyglądający głównie na dwudziesto- i trzydziestolatków - znają je na pamięć.

„Przychodzimy tu z czterech powodów: dla atmosfery, przyjaciół, alkoholu i jedzenia," mówi jeden z młodych mężczyzn. Wtóruje mu wielu innych. Nikt nie chce rozmawiać o polityce - choć zaznaczają, że ich zdaniem kontrowersja wokół bankietów została wyolbrzymiona.

„Nic z tego nie było problemem. Potem Stérin został udziałowcem, co dało LFI pretekst do ataku. Nie zapominaj, że w przyszłym roku są wybory," mówi Quentin z miejscowości Besançon.

Uczestnicy bankietu w Colmar byli przeważnie - choć nie wyłącznie - biali. Wielu mówiło, że cieszy ich możliwość świętowania w tradycyjny sposób w gronie znajomych. BBC nie zaobserwowało żadnych zachowań ani wypowiedzi, które można by uznać za obraźliwe.

Bankiety to pomysł dwóch przedsiębiorców – Pierre-Alexandre'a de Boisse'a and Gérauda de la Tour – którzy zaczęli sprzedawać wino przez internet, by pomóc znajomemu winiarzowi podczas pandemii Covid-19. Później zaczęli organizować imprezy, by zbierać fundusze na projekty związane z dziedzictwem kulturowym. Kolejnym krokiem była organizacja bankietów.

Na pierwszym planie duży półmisek z mięsem i ziemniakami, trzymany przez mężczyznę z metalowym zegarkiem na nadgarstku. W tle rząd długich stołów zastawionych jedzeniem i winem, przy których siedzą setki ludzi
Podpis zdjęcia, Skrajnie lewicowa partia LFI krytykuje też menu bankietów, na którym często pojawia się wieprzowina

Według de Boisse'a bankiety to powrót do sięgającej średniowiecza tradycji wspólnych posiłków złożonych z lokalnych specjałów.

„Ludzie marnują dziś tak wiele czasu w samotności: w domach, na portalach społecznościowych. Tracimy nawyk przebywania razem i rozmowy. Największą radość sprawia nam widok prawnika i piekarza siedzących razem i pogrążonych w pogawędce," mówi de Boisse.

Wyraźnie irytują go oskarżenia ze strony skrajnej prawicy, które określa jako bezpodstawne.

„Oczywiście nie mamy kontroli nad myślami uczestników. Czasem może się zdarzyć, że ktoś pijany powie coś głupiego. Ale nasze zasady są dość jasne i określone w regulaminie, który podpisuje każdy przy zakupie biletu," przekonuje de Boisse.

Dodaje, że LFI błędnie twierdzi, że na bankietach serwuje się wyłącznie wieprzowinę - co według skrajnej lewicy wyklucza muzułmanów i wegetarian. Według de Boisse'a wieprzowina regularnie figuruje w menu - wędliny to element francuskich wiejskich tradycji - ale są też inne dania.

De Boisse dodaje, że nigdy nie spotkał Stérina, ultraprawicowego inwestora. Przypuszcza jednak, że miliarder „kupił 30% udziałów wyłącznie dlatego, że widział, że jesteśmy bardzo rentowni".

Emma Fourreau, uśmiechnięta młoda kobieta o jasnych włosach, stoi na balkonie na tle rzędu doniczek z roślinami. Ma na sobie białą bluzkę, brązową marynarkę i srebrny łańcuszek na szyi.
Podpis zdjęcia, Według polityczki skrajnej lewicy, Emmy Fourreau, organizatorzy bankietów „funkcjonują w tym samym politycznym ekosystemie" co ich ultrakonserwatowny udziałowiec

Dla Emmy Fourreau z LFI bankiety są „przeżytkiem... karykaturą".

„Nie odzwierciedlają współczesnej Francji, która jest bogata przez wzgląd na swoją różnorodność".

Jej partia stara się skłonić władze lokalne do położenia kresu imprezom. Odniosła pierwsze sukcesy w bretońskiej miejscowości Quimper.

W Caen, gdzie bankiet odbył się w kwietniu, policja prowadzi wstępne dochodzenie w sprawie zarzutów o prowokacje na tle rasowym.

De Boisse nie zaprzecza, że wielu - może nawet większość - jego klientów to sympatycy prawicy lub skrajnej prawicy. „Spójrz jednak na wybory. Właśnie tak głosuje coraz więcej ludzi na wsi," mówi.

„Daję ludziom miejsca pracy, daję radość uczestnikom. OK, ci politycy nie lubią udziałowca, nie lubią osób przychodzących na bankiety, nie lubią mojego nazwiska - ale dlaczego muszą nas atakować?"

„Dlaczego nie mogą po prostu zostawić nas w spokoju?"

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Joanna Kozłowska