Pojechałem do Afryki, by znaleźć oszusta, który złamał serce mojej matce

Źródło zdjęcia, Carlos Barragán
- Autor, BBC Outlook
- Autor, Becca Johns
- Autor, BBC Global Journalism
- Data publikacji
- Czas czytania: 5 min
„Nie wydali mi się aż tak wyrafinowani. Nie wydali mi się aż tak sprytni… To mnie naprawdę zaskoczyło".
Kiedy Carlos Barragán pojechał do Nigerii, by znaleźć mężczyznę, który przez internet obiecywał jego matce związek, spodziewał się spotkać profesjonalnego oszusta.
„Brian" podawał się za stacjonującego w Syrii amerykańskiego żołnierza. Jednak analiza adresu IP wykazała, że jego e-maile pochodziły z Nigerii.
Tak zaczęły się czteroletnie starania Carlosa, by zrozumieć fenomen nigeryjskich „chłopaków z Yahoo" - młodych oszustów, często słabo wykształconych, bez pieniędzy i większych perspektyw.
To doświadczenie skłoniło go też do refleksji nad wpływem samotności na współczesny świat.
W poszukiwaniu „Briana"

Źródło zdjęcia, Carlos Barragán
Carlos opisuje matkę jako silną, niezależną kobietę. Jako wykształcona stomatolożka prowadząca własny gabinet nie wydawała się potencjalną ofiarą.
Jednak e-mail wysłany do poznanego przez internet „Briana" pozwalał domyślać się, dlaczego była podatna na manipulację.
„Opiekowałam się mamą, młodszą siostrą, potem mężem i dziećmi. Przez całe życie troszczyłam się o innych. Teraz chcę, by ktoś zatroszczył się o mnie," pisała.
Kilka miesięcy wcześniej Carlos zauważył, że jego matka czuje się samotna po rozwodzie, i zachęcił ją do założenia konta na Tinderze.
Wkrótce nawiązała kontakt z „Brianem" - atrakcyjnym amerykańskim żołnierzem po pięćdziesiątce, który twierdził, że stacjonuje w Syrii.
Starszy brat Carlosa, były wojskowy, od razu był sceptyczny.
„Brzmi to naprawdę dziwnie. To pewnie oszustwo, mamo," powiedział jej.
Od tego momentu przestała rozmawiać z nimi o „Brianie" - choć od czasu do czasu pokazywała Carlosowi jego e-maile.
Były pełne romantyzmu i namiętności. Brian szybko zaczął mówić o przeprowadzce do Hiszpanii, co zaskoczyło nawet matkę Carlosa.
„Myślę, że nadal była trochę podejrzliwa," mówi Carlos.
W rodzinie wybuchła kłótnia, gdy „Brian" napisał, że zamierza wysłać do ich domu sztabki złota. Gdy jego matka wróciła do domu z dwoma pierścionkami i ogłosiła, że wkrótce będą mieszkać razem, Carlos postanowił działać.
Gdy pokazał matce dowody na to, że e-maile były wysyłane z Lagos, niewiele powiedziała. Kilka dni później usunęła większość korespondencji. Była jednak smutna.
Widok zmagań matki z samotnością poruszył Carlosa. Postanowił pojechać do Nigerii i odnaleźć oszusta.
„Chłopaki z Yahoo"

Źródło zdjęcia, Carlos Barragán
Przez lokalnego pośrednika Carlos poznał oszusta o pseudonimie Biggie. Mężczyzna zgodził się przedstawić go znajomym i oprowadzić po Ikotun - zatłoczonym przedmieściu Lagos, gdzie „każdy kombinuje, każdy próbuje zarobić parę groszy".
Biggie miał niespełna 30 lat. Był mniej więcej w wieku Carlosa. Był też bystry i „niezwykle zabawny".
Spędzali razem niemal każdą chwilę. Ku własnemu zaskoczeniu Carlos polubił go.
„Ciągle się zastanawiałem… jak ktoś taki jak on może zostać oszustem, który spędza noce na rozmowach z samotnymi ludźmi w internecie?"
Dzięki rozmowom z miejscowymi Carlos zdał sobie sprawę, że istnieje rozległa sieć oszustów: setki młodych mężczyzn znanych jako „chłopaki z Yahoo". Nazwa pochodzi od serwisu pocztowego, z którego korzystali na początku działalności.
Stopniowo zdał sobie sprawę, że mając jedynie pseudonim i fałszywy adres e-mail, prawdopodobnie nie odnajdzie „Briana" w kraju liczącym ponad 240 milionów mieszkańców.
Zamiast tego zaczął poznawać świat „chłopaków z Yahoo".

Źródło zdjęcia, Carlos Barragán
Jako biały Europejczyk Carlos wyróżniał się wszędzie, gdzie się pojawiał. Mówi, że miejscowi brali go za agenta FBI lub chińskiego biznesmena.
Nazywali go też „maga". To slangowe określenie łatwowiernego głupca, którego łatwo oszukać.
Dzięki Biggiemu mógł jednak porozmawiać z około 50 „chłopakami z Yahoo".
Jeden z nich podszywał się pod amerykańskiego zapaśnika Cody'ego Rhodesa. Przekonał kobietę do opłacenia 25 biletów lotniczych, których nigdy nie wykorzystano.
Za pierwszym razem wysłała mu 300 euro – więcej pieniędzy, niż zarobił wcześniej przez ponad półtora roku pracy w fabryce.
Jednak szybkie sukcesy nie zdarzały się często.
„Nazywają to bombardowaniem," mówi Carlos. „Próbują z setkami, jeśli nie tysiącami ludzi".
Carlos poznał również bliżej innego „chłopaka z Yahoo". Azeez zaczął oszukiwać ludzi w wieku 14 lat. Po przeprowadzce z rodzinnej wioski do Lagos mieszkał w ciasnym mieszkaniu z matką i młodszą siostrą.
Azeez korzystał ze skradzionego zdjęcia pięknej białej kobiety. Amerykańskim mężczyznom przedstawiał się jako Vanessa.
Początkowo nie zaszedł daleko. Słabo pisał po angielsku, nigdy nie miał też dziewczyny ani nie był w Ameryce.
„Mówimy tu o małych chłopcach, którzy niewiele wiedzą o zachodnim świecie," mówi Carlos.
W końcu Azeezowi się poszczęściło: otrzymał pięć dolarów. Wydał je na kurczaka w restauracji. Wtedy po raz pierwszy w życiu znalazł się w klimatyzowanym budynku.
Jednak matka i babcia Azeeza - niepiśmienne sprzedawczynie ulicznego jedzenia - wiedziały, że to, co robi, jest złe. Babcia postawiła mu ultimatum: jeśli Azeez nie przestanie oszukiwać, wyprze się go i go wydziedziczy.
Posłuchał jej i zrezygnował.

Źródło zdjęcia, Carlos Barragán
Carlos mówi, że spodziewał się znaleźć w Nigerii wyrafinowaną siatkę przestępców. Jego relacja z Azeezem zmusiła go jednak do głębszych przemyśleń.
„Łatwiej jest uwierzyć, że krzywdzi nas potężna sieć przestępcza na zachodzie Afryki, niż że robi to chłopak z telefonem," mówi.
Zauważył też, jak wielu młodych oszustów samych stawało się ofiarami. Jeśli mówili głośno o zarobkach, przyciągali uwagę potężniejszych przestępców.
Jedno pytanie pozostawało bez odpowiedzi: jak nastolatkowie, z których część nawet nie ukończyła szkoły, przekonywali ofiary, by im zaufały?
Oszuści powiedzieli mu, że oferują coś, czego brakuje wielu ludziom: poczucie bliskości.
„Mówili mi: 'Musisz po prostu poświęcać im uwagę'. Chodzi o bycie obecnym. Mówienie: 'Dzień dobry. Jak się masz, kochanie? Jak się masz, skarbie? Co jadłaś na obiad?'"
Według Carlosa samotność i potrzeba kontaktu to tematy, które nawracały w jego rozmowach z ofiarami.
„To najsmutniejsze z przestępstw, bo nie tylko zabierają ci pieniądze," powiedziała mu jedna z nich. „Wyniszczają cię też emocjonalnie. Gdy ta osoba nagle znika, pozostaje pustka. Społeczeństwo mówi ci potem, że jesteś idiotką i że to twoja własna wina".
Carlos opisał swoje doświadczenia w książce „The Yahoo Boys".
Artykuł powstał na podstawie odcinka programu „Outlook" emitowanego przez BBC World Service. Tekst przygotowali Becca Johns i zespół Global Journalism.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Opracowanie: Marlena Zagórska








